Test wózka Joie Litetrax 4

Wózek idealny. Jest taki?

Kilometrów jakie pokonałam pchając pojazdy moich synów nie zliczę. Nasze wózki przeszły chyba wszelkie możliwe testy i... niektóre z nich niestety poległy.
Górki, pagórki. Wakacyjne przygody - piaszczyste plaże i pośniegowe błotko. Mrozy, wiatry i deszcze. W dodatku mieszkamy blisko lotniska i lasu, więc to najczęstszy kierunek naszych spacerów. 
Tramwaje i autobusy. Nieprzychylność ludzi (nawet niektórych kierowców). 
Pamiętam, jak kiedyś jechałam z Kubą tramwajem. Ten tak się spieszył, że w momencie, gdy musiał gwałtownie zahamować spacerówka z dzieckiem w środku przewróciła się do tyłu. Całe szczęście, że miałam powieszoną torbę od wózka na rączce. Gdyby nie ona Kuba uderzyłby główką o podłogę...

Ach... jakby było fajnie móc przetestować wybrany model przed zakupem. Wypożyczyć choćby na tydzień. O ile łatwiej by było dostosować pojazd do swoich potrzeb!
Dzięki Magazynowi "SuperMama" mamy taką możliwość. 
Specjalnie dla Was - Litetrax 4 marki Joie. 



Charakterystyka wózka:


- "Sportowa, zgrabna konstrukcja i pełna funkcjonalność -  wózek idealnie sprawdza się podczas miejskich spacerów, jak również w czasie wyjazdów poza miasto.
- Amortyzowane koła zapewniają łatwe prowadzenie wózka.
- Blokada przednich, obrotowych kół ułatwiająca jazdę w każdym terenie.
- Wygodne, miękkie i szerokie siedzisko wyposażone w regulowane jedną ręką oparcie (aż do pozycji leżącej) pozwala obniżyć pozycję dziecka w dowolnym momencie bez zakłócenia jego snu.
- Wmontowany w siedzisko łatwy mechanizm składania wózka za pomocą jednej ręki.
- 2-stopniowa regulacja podnóżka zwiększa powierzchnię leżącą do 82 cm.
- Duża rozkładana budka zapewnia ochronę w słoneczne dni, a możliwość rozpięcia jej - wbudowana siatka - gwarantuje wentylację dziecka.
Pałąk zwiększający bezpieczeństwo i komfort dziecka.
- 5-punktowe regulowane pasy bezpieczeństwa (3-stopniowa regulacja) z miękkimi osłonkami.
- Łatwy w użyciu hamulec.
- Duży, obszerny i łatwo dostępny kosz pod siedziskiem.
- Automatyczna blokada wózka po złożeniu ułatwiająca jego transport."

Wymiary i waga:
- "Wymiary wózka rozłożonego: ok. wys. 103 x szer. 58,8 x dł. 91,4 cm.
- Wymiary wózka po złożeniu: ok. wys. 31 x szer. 58,8 x dł 82,5 cm.
- Waga wózka spacerowego: ok. 10 kg.
- Średnica kół: tylne 24,5 cm, przednie 17 cm.
- Wysokość rączki od podłoża: 103 cm.
- Szerokość siedziska: 35 cm.
- Głębokość siedziska: 27 cm."

Skład zestawu:
- stelaż z siedziskiem spacerowym, 
- budkę, 
- koszyk na zakupy, 
- folię p/deszczową,
- pokrowiec na pałąk 
- tackę/organizer dla rodziców. 
Opcjonalnie można dokupić adapter do montażu fotelika 





Zapraszam Was do przeczytania recenzji wózka Joie Litetrax 4. Mam nadzieję, że dacie radę dotrwać do końca ;)

Składamy wózek!
Jeszcze porządnie nie wstaliśmy, jeszcze nawet śniadania nie zjedliśmy ani nie wypiliśmy porannej kawy, a już kurier dzwonił do drzwi!
Babcia (teściowa) przyniosła nam duże, ciężkie pudło. Wielkością byłam nieco zaskoczona. Taki duży wózek w takim małym pudle?
Adaś chyba wyczuwał, że ta paka jest do niego.


Przy rozpakowywaniu i składaniu wózka pomocny (jak zawsze) okazał się Kuba :)

                    


Pojazd przyjechał w częściach. O mamuniu! Czy my poradzimy sobie bez Pana Taty, który pojechał na delegację? Pamiętam, jak składaliśmy wózek, którym jeździmy na co dzień. No. Troszkę nawyzywałam się przy montażu kół ;)
Prócz niezbędnych elementów w zestawie dostaliśmy przybornik / tackę dla rodzica, folię p. deszczową, a także dwie instrukcje (jedną całkowicie po polsku). Choć tak na prawdę nie były przydatne się, ponieważ złożenie wózka jest dziecinnie proste i zajmuje dosłownie 5 minut. Zobaczcie sami!


                


 


Aby rozłożyć wózek wystarczy odhaczyć blokadę i podnieść go energicznym ruchem za rączkę. Gotowe!
Pojazd jeszcze nie był do końca złożony, a Adaś już oszalał na jego punkcie. Koniecznie chciał w nim usiąść.


Montaż kółek tak właściwie polega na tym, aby je wsadzić w odpowiednie miejsca. Kuba poradził sobie z tym zadaniem w 100% sam. No... może z małą pomocą Adasia ;) 
Zastanawiałam się jednak w jaki sposób rozłożę wózek na części, kiedy przyjdzie czas aby go oddać. Okazało się, że jest to tak samo proste jak jego złożenie - wystarczy nacisnąć przyciski i wysunąć koła. Gotowe!

                    





Mocowanie barierki znajduje się pod materiałem i wystarczy ją wsunąć w odpowiednie miejsca, aby bezpiecznie została zamocowana.



Ostatni element, to tacka dla mnie :) Świetnie, że ktoś o tym pomyślał! Mam miejsce na schowanie telefonu, portfela butelki czy Adasiowego kubka. 
Niestety tu pojawił się problem - przybornik za nic w świecie nie chciał "wskoczyć" na miejsce. Musiałam się sporo natrudzić, zanim w końcu go zamocowałam. Przy próbie demontażu... nie dało się go wyjąć :P 


Gotowe! Adaś z uporem maniaka wchodził i wychodził z nowego pojazdu. Chyba nie mógł się doczekać pierwszej wycieczki. Podobnie jak ja! 
Już na wstępie zauważyłam, że mimo swoich 10 kg wózek wydaje się niesamowicie lekki i zwinny. Kółka praktycznie same jadą, a całość jest ładnie i starannie wykończona. Nie ma żadnych wystających, źle dopasowanych plastików czy wiszących nitek. 


Szybko też dopasowałam szelki do wzrostu Adasia - dzięki temu, że wózek posiada 3-stopniową regulację. Oryginalnie była na najniższym poziomie. 


Niestety pasy zrobione są ze śliskiego materiału. Plączą się przy zapinaniu, a osłonki niczym niezabezpieczone spadają za każdym razem, gdy się je rozepnie - dlatego wtedy, kiedy wiedziałam, że będę Adaśka często wysadzać z wózka nie brałam ich, aby ich nie zgubić. 5 punktowe zapięcie także ma swoje plusy i minusy. Zdecydowanie pomyślano o bezpieczeństwie dziecka - jeżeli Adaś chciałby samodzielnie je zapiąć, mogę mieć pewność, że nie przytrzaśnie sobie paluszków. Litetrax 4 posiada także ochraniacz na szelce w kroku - żaden z moich wózków tego nie miał! - myślę, że dzięki temu nic nigdzie się nie wżyna w momencie, kiedy dziecko zsunie się niżej na siedzisku.



Minusem niestety jest mocowanie naramiennych szelek - za każdym razem trzeba je wsunąć w element pasa biodrowego, z którego bardzo łatwo się wysuwają, jeżeli nie zdąży się zapiąć całego klipsa. Myślę, że dziecko także nauczy się odpinać szelki (jak każde inne mocowanie) co w przyszłości może stanowić problem ;) 




Mogłabym powiedzieć, że cały wózek to jeden wielki "kilk". Klik świadczy o tym, że dany element znalazł się w odpowiednim miejscu. Rozkładasz wózek? KLIK. Montujesz koła? KLIK. Mocujesz organizer? KLIK. Zapinasz pasy? KLIK. Klik, klik, klik! :D

Idziemy na spacer!
Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że dostaniemy zupełnie nowiutki wózeczek. Nigdy nie mieliśmy okazji testować tego typu rzeczy. Aż żal było odcinać metkę. 
Wyjście z domu to zawsze kłopot. Ponieważ musimy pokonywać drzwi i schodki. Zdziwiłam się, kiedy ciąganie Litetrax'a po schodach okazało się proste, lekkie i bezproblemowe. 
Oczywiście już pierwszego dnia zaliczyliśmy długi spacerek, który zakończył się dla Adasia drzemką. Chyba musiało mu być wygodnie, ponieważ obudził się dopiero w domu (po 2 godzinach snu - co nie zdarza się zbyt często). 



Niestety ze względu na pogodę, choróbsko, które nas dopadło (i brak czasu Pana Taty) nie udało nam się zaliczyć naszej ulubionej trasy do lasu. Sama też się tam nie wybieram ze względu na grasujące dziki. Ale za to poszliśmy na celowy spacer po wertepach - najtrudniejszą do przejechania drogą. Momentami nie było łatwo (tam gdzie płytki chodnikowe nagle kończyły się miękkim piaskiem), ale wózek i tak świetnie sobie poradził - i co najważniejsze dojechał na miejsce w całości (koleżanka kiedyś jechała tymi wertepami i pogubiła kółka...)
Nie jest to pojazd terenowy, ale jeżeli chcielibyście wybrać się gdzieś na spacer przez nierówne - udeptane - leśne ścieżki z pewnością pokonacie je bez większych trudności. 
Mimo, że nasza trasa biegła pod górkę po piachu nie czułam się tak zmordowana prowadzeniem wózka jak zawsze. 

                         



Tak wygląda tył wózka przy maksymalnie podniesionym oparciu (patrz zdjęcie niżej). Trochę nie praktycznie materiał "chowa" się do środka - razem z kieszonką na budce. Za to nic nie blokuje dostępu do koszyka na zakupy. 
Kieszonka została zrobiona z siateczki, można do niej wsadzić drobiazgi, które lubimy mieć pod ręką. Np. mokre chusteczki. 
Trochę szkoda, że nie jest zrobiona z takiego samego materiału jak cały wózek - można by było schować do niej pieluszkę, plasterki, patyczki do odkażania itp. czyli wszystko to, co przydałoby się na pobliskim placu zabaw. 



Budka - lekko się rozkłada (bezgłośnie), a po rozłożeniu jest stabilna. Myślę, że nie ma obawy o to, że przy większym wietrze sama się złoży. Nawet jeśli nie korzystamy z niej w 100% (nie rozkładamy maksymalnie) jest naprawdę obszerna. To duża zaleta, ponieważ dobrze chroni przed słońcem, wiatrem i opadami. W dodatku przód można złożyć do środka (troszkę w ten sposób ją pomniejszając). Zobaczcie ile jeszcze miejsca ma w niej Adaś.




Kolejną funkcją, która z pewnością przydaje się latem to możliwość jeszcze większego rozłożenia budki. Wystarczy rozpiąć suwak. W ten sposób dziecko jest osłonięte od słońca mając odpowiednią wentylację. REWELACJA!



Bez względu na to, czy budka jest rozłożona na 100% możemy korzystać z okienka zapinanego na rzepy. Niestety, kiedy dziecko siedzi nie widać zbyt wiele. Właściwie nic nie widać. Zazwyczaj takie okienka znajdują się gdzieś pośrodku budki i są zabezpieczone folią. 




Przybornik spisał się już na starcie - zmieścił Adasiowy kubeczek. Ponieważ pojemniki na kubki są plastikowe łatwo je wytrzeć, jeśli zabrudzą się. Środek jest z solidnego, grubego materiału (zapinany na rzep) i jestem bardzo ciekawa jak zachowa się podczas deszczu. W naszym wózku również jest taki przybornik, ale cały plastikowy. Kiedy pada muszę wszystko wyjmować z "kieszonki", ponieważ woda leci do środka, a folia p. deszczowa nie zakrywa go. Tutaj wydaje mi się, że jeżeli materiał nie przemoknie, a klapka będzie dobrze zamknięta nie powinno nic stać się z rzeczami w środku. Zresztą folia p. deszczowa jest tak wielka, że bez problemu zakrywa przybornik. 
Minus organizera? Chyba jest za blisko rączki. Albo mam za wysoki kubek ;) chodzi o to, że prowadząc wózek palce stykały się z bidonem. 
Chcąc otworzyć okienko trzeba odgiąć jego "zamknięcie" na organizer (tak jak na zdjęciu wyżej). Nie przeszkadza to w użytkowaniu, ale mogłoby być jakoś inaczej rozwiązane. 
Po kubku niestety pozostał ślad. 



Fajne jest też to, że do budki można przywiesić zabawkę na klipsie i nic nie spada. Zawsze to jakaś atrakcja dla maluszka - choć mój już z takich wyrósł. 

                    

Spacerując po raz pierwszy wózkiem Joie Litetrax 4 zostałam mile zaskoczona. Wózek jechał bardzo leciutko - dosłownie sam się prowadził! Wystarczyło pchnąć go palcem! W dodatku jazda była... cicha!!! Nie spodziewałam się tego, ponieważ zazwyczaj piankowe koła charakterystyczne terkoczą (zwłaszcza na kostce brukowej). 
Łatwo "wchodził w zakręty", a w dodatku okazało się, że pojedyncze koła z przodu świetnie radzą sobie z krawężnikami. Pod te mniejsze wózek podjeżdżał bez problemu - nawet nie musiałam unosić przodu. 
Litetrax przeszedł także próbę pokonania podjazdu. Dał radę - ale ciągnięty tyłem do góry. Okazało się, że rozstaw przednich kółek jest jednak za mały.


Przy większych przeszkodach zauważyłam "luz" na stelażu w miejscu, w którym wózek się składa. Luz ten wyczuwalny jest bardziej, kiedy dziecko siedzi z maksymalnie podniesionym oparciem. Obawiam się o stelaż przy nieco cięższym maluszku (kiedy dodatkowo będzie obciążony np. zakupami). Może to błąd akurat naszego modelu - zdarza się. Jeżeli nie, to wychodzę z założenia, że producent zadbał o to, aby przewożenie naszego szkraba było bezpieczne. Zresztą zalecane maksymalne obciążenie to 15 kg, które większość dzieci uzyskuje mniej więcej ok 36 mc życia. 


Odnośnie kół - pewnie chcielibyście wiedzieć, po jakim czasie pościerają się i zniszczą. Niestety nie odpowiem Wam na to pytanie. Myślę jednak, że wszystko zależy od tego, gdzie i w jakich warunkach będziecie nimi jeździć. My zaliczyliśmy chyba każde możliwe nawierzchnie. Od paneli i nierównego chodnika po trawę, piasek i kamienie. Po tygodniu użytkowania wyglądały tak:


Dla mnie dużą zaletą jest to, że koła mają amortyzację. Pewnie - nie jest to to samo, co w wózku z pompowanymi oponami, ale... ja osobiście jestem bardzo zadowolona (mając porównanie z innymi tego typu pojazdami). Tutaj dosłownie widać i czuć ich pracę. Przy pierwszej jeździe myślałam, że wózek jest zepsuty, bo pod naciskiem wydawał się taki "miękki". Dopiero po chwili wpadłam na to, że to pewnie skutek amortyzacji. Na filmiku zobaczycie jak wygląda praca "amorów" w Litetrax'ie.


Jeżeli chodzi o "czepliwość", to koła Litetrax'a są takie same jak w każdym innym wózku, który miałam. Wszelkie brudy (piasek itp) przyczepiają się do nich identycznie jak do pozostałych. 
Kolejną rzeczą, o której muszę Wam powiedzieć, to przednie kółka, które mają możliwość blokowania. Wystarczy podnieść szary przycisk. Ta funkcja przydatna jest podczas jazdy po nierównych powierzchniach. 
Dodatkowo, jeżeli zablokujecie je odwrotnie (jak ja to mówię tyłem na przód), to po złożeniu wózka spowodują, że będzie samodzielnie stał (poczytacie o tym trochę niżej).


Cały czas łapałam się na tym, że szukam brzegu pianki znajdującej się na rączce. W moim wózku została podzielona plastikiem z logo producenta i nie jest niczym ograniczona od dołu. Przez to ześlizguje się z rączki. Nie dość, że wygląda to nie fajnie, to od notorycznego poprawiania jest już rozciągnięta i w niektórych miejscach marszczy się. 
Tutaj pianka jest po całości i nigdzie się nie ześlizguje. Dzięki temu mam możliwość prowadzenia wózka jedną ręką - zwłaszcza, że wysokość rączki jest idealnie dopasowana pod wzrost mój i męża (164 i 174 cm).
Jedyny minus, to chyba to, że rączka nie jest regulowana i czasem zbiera kłaczki :) Ale za to łatwo się czyści, więc jak dla mnie to nie problem. 

 



Według informacji od producenta (zawartej w instrukcji) wózek nadaje się dla dzieci już od narodzin. Mimo to uważam jednak, że dla takiego tyciego okruszka najlepsza jest gondola. Co do dzieci trochę większych - ok! Ale przydałaby się jakaś wkładka (poduszka... cokolwiek?) pomniejszająca dla lepszej amortyzacji główki. (Pamiętajcie, że dziecko, które jeszcze samodzielnie nie siedzi, nie powinno jeździć w takim wózku w pozycji wyprostowanej!)
Dlatego... Ogromną zaletą Litetrax'a jest 4 stopniowa regulacja oparcia. Szkoda, że wózek do testów dostaliśmy dopiero teraz, ponieważ Adaś nie chce korzystać z tej możliwości w 100%. Dosyć szybko przesiadł się z gondoli do spacerówki i tutaj możliwość podniesienia oparcia do pozycji pół leżącej (sprawdźcie, która to!) z pewnością by się sprawdziła. Najważniejsze jest jednak to, że można je całkowicie rozłożyć i to za pomocą jednego ruchu!
Wystarczy podnieść dłonią dźwignię znajdującą się z tyłu i gotowe.




Pozycja siedząca

Pozycja pół siedząca

Pozycja pół leżąca

Pozycja leżąca

Kolejnym plusem jest płynna, 2-stopniowa  regulacja podnóżka. Działa on tak samo lekko jak oparcie. Kiedy Adaś siedział opuszczałam go, gdy spał podnosiłam, aby było mu jeszcze wygodniej.



I tu jako minus mogę opisać materiał pod podnóżkiem. Wygląda on fajnie, dobrze się czyści (nawet mokrą chusteczką), ale przez Adasiowe samodzielne wchodzenie i wychodzenie z wózka zrobiło się małe odkształcenie.




Barierka Litetrax'a wpinana jest "na stałe" i nie ma możliwości odpięcia jej np. z jednej strony. Sam demontaż jest bardzo prosty (trzeba nacisnąć w odpowiednim miejscu i wyjąć), ale myślę, że jest to dosyć uciążliwe, gdy chce się to zrobić "na szybko". Zresztą jeśli uważacie, że nie potrzebujecie barierki możecie zostawić ją w domu. Wózek bez niej wygląda tak samo ładnie. My używaliśmy jej, ponieważ Adaś lubił chwycić się podczas jazdy. W dodatku mamy zabaweczkę, która idealnie spasowała się z pałąkiem. Uważam też, że tak jest bezpieczniej. 


Z jednej strony (dzięki mocowaniu na stałe) barierka jest stabilna, z drugiej trochę to utrudnia wkładanie i wyciąganie maluszka z wózka, ponieważ znajduje się dosyć blisko nóżek. Co też ma swoją zaletę, bo przynajmniej Adaś na spacer mógł zabrać (i oglądać) swoją ulubioną książeczkę.
Jak widzicie (na zdjęciu niżej) pałąk został zabezpieczony materiałem. Można go zdjąć i wyprać - to ważne, bo małe dziecko uwielbia "niuplać" to, co ma przed sobą. Pod osłonką nie znajdziecie pianki, ale nie jest to wadą, ponieważ barierka jest na takiej wysokości, że maluch nie powinien się o nią się uderzyć. 
(Ps. Pamiętam jak Kuba w jednym wózku piankę dosłownie wyjadł :/ )




W naszym teście brała udział nawet babcia Adaśka i Kuby. Już na wstępie wózek zdobył jej serce - ze względu na kolorystykę i lekkość prowadzenia. Absolutnym hitem okazał się sposób, w jaki Litetrax się składa. Dzięki temu, że nie jest ciężki i łatwo go przenieść sama wniosła go na 1 piętro! Po złożeniu pojazd zajmuje mało miejsca, a na dodatek (o czym już Wam wspomniałam) samodzielnie stoi - wszystko dzięki blokadzie znajdującej się z boku wózka. 
Aby zobaczyć jak proste jest składanie Litetrax'a zapraszam Was do rozdziału poniżej, w którym rolę główną gra Pan Tata!




                       

W samochodzie!
No i przyszedł czas na test samochodowy. A jak! Bo kiedy Pan Tata jest w domu, to często wybywamy gdzieś autem. Zakupy, wycieczki i inne takie. 
Gdy jednak nie ma go w domu, to bywa, że w awaryjnych sytuacjach korzystamy z pomocy sąsiada (dzięki Ci Sąsiedzie!) Wózek MUSI zmieścić się do bagażnika.
Najpierw składamy! 
Wystarczy pociągnąć znajdującą się w siedzisku (ukrytą) materiałową rączkę i proszę! Jednym prostym ruchem Litetrax jest gotowy do podróży! Najlepiej oczywiście, aby kosz na zakupy był pusty - wtedy osiągnie najbardziej kompaktowe rozmiary. 



Pan Tata był zachwycony! Nie dość, że składanie wózka jest dziecinnie proste i szybkie, to po wsadzeniu go do bagażnika zostaje jeszcze sporo miejsca na zakupy (albo koło zapasowe) ;) Nasz testowy model spłaszczył się jak naleśnik! 
Mój drogi Małżonek pokusił się nawet o prowadzenie Litetrax'a podczas weekendowego spaceru - nie zdarza się to zbyt często, bo mu nie pozwalam! Wrażenia?
Jak najbardziej pozytywne! Zwłaszcza, że Pan Tata zdecydowanie nie posiada "prawa jazdy" uprawniającego do prowadzenia wózka. Uwiesza się na nim i jakoś tak śmiesznie wygląda... (sorry drogi Mężu, musiałam to powiedzieć!) I te nieszczęsne krawężniki! Nasz wózek nie pokonuje ich z taką łatwością jak Litetrax... czekam, aż kiedyś pourywa w nim koła... 
ps. wyszedł trochę "niewyraźnie", bo coś "niewyraźnie" się czół ;)





Zakupy!
Kosz na zakupy jest dosyć obszerny i wygodny w użytkowaniu. Łatwo wsadzić do niego rzeczy nawet większych gabarytów (np. szkolny plecak Kuby). Nie ma problemu z wyjęciem mniejszych w momencie, kiedy dziecko śpi. Na zdjęciach widzicie ile miejsca jest między koszem, a maksymalnie rozłożonym oparciem. Całkiem nieźle, prawda?





Test bułeczki i chrupka 
Mój Adaś to taki Tadek niejadek. Choć właściwie je wszystko - tylko w małych ilościach. Ja myślę, że chłopak po prostu nie ma czasu na jedzenie. Przecież bieganie za kotem czy dokarmianie psa jest o wiele ciekawsze, prawda?
Dlatego bywa często i tak, że jedziemy po Kubę do szkoły i... "am!". Przyzwyczaiłam się już, że muszę mieć w koszyku zapas chrupek, albo jakąś bułeczkę czy pokrojone jabłuszko. Ktoś zje to na pewno. Jak nie Adaś, to Kuba. Najlepsze są mleczne z kruszonką z cukierni, która znajduje się nie daleko szkoły. 
A co jest najfajniejsze w jedzeniu bułki? To, że można dzióbać ją palcami. I memlać w buzi. I wypluwać. I wycierać potem rączki we wszystko, w co się da. We wózek, w apaszkę, w kurtkę, w śpiworek. Najlepiej brudzą chrupki kukurydziane. Śmiem twierdzić, że moje dziecko specjalnie je wciera w różne rzeczy. I albo tworzy nowy dizajn, albo po prostu zostawia sobie resztki na czarną godzinę. 
Test bułeczki i chrupka i tym razem musiał zostać przeprowadzony. (Do naszego wózka musiałam uszyć specjalne ochraniacze. Oryginalne nie dawały sobie rady z małym szkodnikiem.)
Niestety testu prania tapicerki nie przeprowadzę - za mało czasu, za mało brudu. Zresztą raczej staram się nie rozbierać wózka do zera z obawy, że potem nie będę mogła nałożyć tapicerki z powrotem (wiecie, za gorąca woda, albo coś...) Zazwyczaj piorę wózek tak jak stoi - w ciepłe dni, kiedy może wyschnąć sobie na dworze. Musi Wam wystarczyć zeprana chrupka z ochraniacza na barierce. 
Poniżej zdjęcia przed praniem i po. Chrupka "schodziła" praktycznie sama. Do wyczyszczenia użyłam szczoteczki do rąk, dziecięcego mydełka i wody. 

                         

Przed

Po

Co do jakości materiału - szczerze mówiąc nie znam się. Przez 7 dni nic nam się nie pozahaczało, nie powstały też plamy (mimo, że ochlapał nas autobus). Nawet jak Adasko przez przypadek popluł się podczas zabawy tapicerka pozostała czysta. Jedynie co, to na czarnym materiale (na budce, który jest inny od całej reszty) widać było trochę kurzu (nie mam pojęcia skąd!). Szybko go strzepnęłam... rękawem kurtki :P Łatwo też (podobnym sposobem) pozbyłam się resztek bułki. 
Nie zauważyłam też zarysowań na stelażu - choć wydaje mi się, że za krótko posiadaliśmy Litetrax'a, aby w jakikolwiek sposób podniszczył się takim zwykłym, codziennym użytkowaniem. 
Nie napiszę Wam także jak tapicerka sprawia się latem, bo do ciepłych dni jeszcze daleko. Myślę, że Adaś pociłby się tak samo, jak w każdym innym wózku (mimo dobrej wentylacji). Dlatego w gorące dni zawsze pod główkę podkładam bawełnianą pieluszkę.     
Nie sprawdzę też czy kolor z czasem blaknie. Przez tydzień nie jestem w stanie tego ocenić. Mam jednak nadzieję, że producent zadbał nie tylko o ładny wygląd Litetrax'a, ale także o to, aby jego kolorystyka nie zmieniła się pod wpływem słońca. 

W autobusie... w tramwaju...
Uroki mieszkania poza miastem są takie, że wszędzie jest daleko. Do szkoły, do sklepu, do lekarza. Wszędzie trzeba dojechać. Mam prawo jazdy od wielu lat, ale strach nie pozwalał mi jeździć (choć ostatnio staram się ten strach przełamać i zaczynam robić krótkie trasy autem). 
Nasz wózek musi być bezpieczny i lekki - aby bez problemu wsiadać i wysiadać z autobusu, którym codziennie jeździmy. Czy wiatr, śnieg, czy deszcz bierz wózek i jedź! 
Ważnym elementem jest sprawny, dobry hamulec. Czytając opis wózka Litetrax 4 i widząc zdjęcia katalogowe miałam obawy odnośnie tego, jak będzie się sprawował w praktyce (zwłaszcza w komunikacji miejskiej), ponieważ tutaj hamulec jest na lince, a przycisk tylko przy jednym kole.
Jak się okazuje wystarczy lekko przycisnąć go nogą, aby zablokować kółka. Nie trzeba (jak w naszym pojeździe) celować w zębatki, a więc idzie to szybko i sprawnie. Odblokowywanie też jest proste - i co jest fajne - podniesienie "wajchy" nie sprawia większych trudności. Dzięki temu czubki moich butów mogą pozostać niezniszczone!
Wstępny test hamulca przeprowadziłam na górce, którą musimy codziennie pokonywać w drodze do szkoły. Nie widać zbyt dobrze, że to górka (i to wcale nie taka mała), ale widać, że pojazd stoi. Eksperyment udany!
Test autobusowy i tramwajowy Litetrax przeszedł także pomyślnie. Zarówno ja, jak i Adaś byliśmy bardzo zadowoleni z podróży. Wózek stał nieporuszony w jednym miejscu, a wsiadanie i wysiadanie nie stanowiło kłopotu - zobaczcie filmik!





"Deszcz pada, deszcz pada - cieszą się dzieci!"
Adaś nienawidzi, gdy pada, bo wtedy wózek staje się... szklarnią na kółkach. Nie dość, że w środku czasem paruje, to w dodatku spływająca po folii woda bardzo go denerwuje. Nie można jej polizać! Zatem trzeba zrobić wszystko, aby ją zdjąć. W naszym wózku robi to tak skutecznie, że zawsze jedzie z mokrymi rączkami wystającymi poza folię. Już nie mówiąc o pourywanych rzepach. 
Jeszcze nie wie, jaka to fajna zabawa skakać w kaloszach po kałużach. Czy to już czas na pierwsze "gumiaki?"
W Joie Litetrax 4 folia p. deszczowa jest... usztywniona... i ogromna! Wystarczy ją nałożyć. Mocuje ją się (z przodu) rzepami przyszytymi do gumek. To bardzo fajne rozwiązanie dlatego, że Adaś chcąc uwolnić się spod folii miał utrudnione zadanie. No i niczego nie pourywał. Po bokach (przy rączce) również znajdziecie rząd przylepców. Dzięki temu nie ma problemu z dostaniem się do przybornika, a osłonka chroni wszystko, co trzeba przed wilgocią. Zaletą jest również to (co zauważyła moja teściowa), że została tak zaprojektowana, aby nic nie skapywało do środka koszyka. 
Mimo swoich gabarytów (i usztywnień) jakoś udało mi się ją poskładać i wsadzić pod wózek - w razie awaryjnej, deszczowej sytuacji... która akurat nie nastąpiła! 


                  






Podsumowanie: 
Plusy:  
- Łatwość w montażu i demontażu. Wózek składa się jak klocki Lego!
- Obszerna budka z możliwością rozpięcia chroniąca przed słońcem, wiatrem i opadami
- Lekkość, zwinność, zwrotność. Wózek prowadzi się bardzo łatwo - dosłownie jednym paluszkiem! 
- Łatwy w użyciu hamulec, który zapewnia stabilność - szczególnie podczas jazdy komunikacją miejską. Nie niszczy butów! 
- Ciemna kolorystyka - jest to bardzo praktyczny aspekt - zwłaszcza, jeśli ma się w domu małego brudaska :)
- Wygodna pianka na całej rączce.
- Organizer / tacka - z możliwością wyprania środkowej części
- Obszerny kosz na zakupy, z którego wszystko łatwo wyjąć
- 5cio punktowe pasy bezpieczeństwa z możliwością 3-stopniowej regulacji - zapinane bezpiecznym dla paluszków klipsem
- Ochraniacz na szelce w kroku
- Regulowany, 2-stopniowy podnóżek
- Łatwość składania i rozkładania wózka - za pomocą jednego ruchu! 
- Małe wymiary po złożeniu (jak na taki wózek!)
- W wersji kompaktowej samodzielnie stoi
- Łatwy do transportowania (można go w bezpieczny i wygodny sposób przenieść lub przewieźć)
- 4-stopniowa, płynna regulacja oparcia 
- Obszerna folia p. deszczowa
- Cicha jazda po mimo piankowych kół
- Przednie koła z możliwością blokady (także tyłem na przód)
- Amortyzowane koła
- Możliwość dokupienia adapterów do fotelika
- Możliwość dokupienia śpiworka
- Możliwość doczepienia do budki zabawki na klipsie
Minusy
- Plączące się szelki i zapinanie pasów naramiennych - uciążliwe, jeśli chce się to zrobić "na szybko"
- Spadające ochraniacze od szelek
- Brak regulacji wysokości rączki (jeżeli jest to Waszym wymogiem)
- Okienko na budce przez które nie widać co robi dziecko w pozycji siedzącej
- Siatkowa kieszonka z tyłu budki
- Brak osłonki na nóżki w zestawie (choć dla mnie akurat to nie jest minusem, ponieważ i tak używam śpiworka lub kocyka uszytego przeze mnie).
- Luzy na stelażu w miejscu gdzie wózek się składa
- Materiał przy podnóżku

Wszystko, co opisałam Wam tutaj znajdziecie też we filmiku - możecie zobaczyć prawie "na żywo" jak wygląda użytkowanie Joie Litetrax'a 4 na co dzień. 


"Pa - pa Joie!" :(
Jak widzicie w podsumowaniu - plusów jest zdecydowanie więcej niż minusów. Chyba trudno byłoby wybrać idealny wózek. Zawsze znalazłoby się coś, co nie pasuje, przeszkadza. My jesteśmy zauroczeni Litetrax'em. Jest mały, zgrabny i odpowiada naszym potrzebom. Aż żal się rozstawać. No cóż. Spakowany do pudła czeka na przyjazd kuriera. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz