Filcowe zabawki samodzielnego wykonania

"Angry Birds"... dopadło moje dziecko...

Zamiłowanie do wściekłych ptaków wzięło się oczywiście z aplikacji dostępnych na tableta - a także troszkę z przedszkola. Kuba gra w gry, lubi to - jednak musi mieć do tego "natchnienie". O wiele bardziej woli budować z klocków, rysować, czy malować... :) To cieszy, ale reklamy i koledzy robią swoje. Pewnego dnia zapragnął mieć "namacalnego "Angry Birds'a"...
Skutecznie odmawiałam przez prawie pół roku. Szczerze mówiąc uważam, że wydawanie kasy na tego typu maskotki - w przypadku Kuby - to zupełna strata pieniędzy. Syn ma jednego, ulubionego konika od babci i służy on głównie do spania, a reszta zwyczajnie leży porzucona... w tapczanie.

Jednak poległam i... uległam.
Ale... postanowiłam sobie, że wydam na gadżet tak mało, jak tylko się da... Znalazłam więc najlepsze rozwiązanie z możliwych - dające mi satysfakcję, a jemu zadowolenie i dumę.
Jakie?
Trochę filcu, coś na wzór, igła, nitka i... uszłam ptaka...
Nie wyszło fantastycznie, nie mam wprawy w szyciu, jakość filcu też pozostaje wiele do życzenia... Nie ważne. Radość Młodego była była nie do opisania!


A potem to już poszło seryjnie... :) Uszyłam następne... :D



I świnkę... 


Powstało też serduszko i "Hello Kitty" :)


Etui na telefon... :)



Uszycie jednej maskotki zajęło mi godzinę, może dwie. Na materiały (których jeszcze sporo mi zostało) do uszycia zabawek wydałam nie całe 15 zł... :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz