Dyniowa głowa na Halloween

W tym roku urok Halloween padł także na nas, a najbardziej oczywiście na Kubusia. Powiedziałabym, że osiągnął wiek... podatności na wszelkiego rodzaju reklamy. To święto zdecydowanie zdominowało wszystko dookoła. Nawet idąc ulicami naszej miejscowości z ogródków sąsiadów uśmiechają się do nas dyniowe głowy. Przyznam sama, że wygląda to całkiem fajnie, więc chyba to nie dziwne, iż nawet ja poddałam się temu dziwnemu czarowi.

Muszę Wam powiedzieć, że nigdy jeszcze nie miałam okazji "bawić się" w przygotowywanie tego warzywa w sposób, który nie nadawałby się do zjedzenia (tak więc była to całkowita nowość zarówno dla mnie, jak i dla Kuby). Kiedy wyjawiłam mu cel wycieczki do warzywniczego cieszył się bardziej niż na niejedną zabawkę. Gdy udało nam się przytargać korbola do domu od razu zaczeliśmy się nad nim "pastwić".
Oto jak powstawała nasza straszna, dyniowa głowa :)

 Ostatnie "przymiarki" przed "pociachaniem" ;)





















Wycieliśmy "kapelusik - zatyczkę" 
Ps. Kuba miał fajną zabawę w dopasowywanie :)





















Czas na wydrążenie dyni :) To dopiero zabawa! 
Kuba stwierdził, że w środku jest mało sympatycznie - mokro i zimno :P





















Po wielokrotnym bazgraniu pisakiem (w celu dobrego rozmieszczenia układu buźki) w końcu udało nam się wyciąć oczy, nos i usta... Brwi powstały na życzenie małego Łobuza :)
 

Kuba i jego nowy kolega :)
 

Naszą dyniową buźkę "oświeciło!" - czyli test z ze świeczką.
 

Główka zamieszczona na płocie - z racji tego, że Kubuś życzył sobie, aby straszyła wszystkich, którzy idą ulicą :) 

1 komentarz: